Translate

poniedziałek, 20 lutego 2017

Niemożliwe? Możliwe, "siątka" potrafi

Podobno nie ma rzeczy niemożliwych, a ograniczenia są tylko w naszej głowie. Dlatego postanowiłam działać :-)
Tak na poważnie to wymarzyłam sobie sweter, którego nigdzie nie mogłam kupić.
Dwa lata szukałam i na koniec zdesperowana postanowiłam go zrobić sama. Kupiłam włóczkę i (o ironio jak za dawnych lat kiedy nic w sklepach nie było) wydziergałam to co chciałam.
W tym miejscu pozostaje mi podziękować mojej babci, że nauczyła mnie robić na drutach, szydełku i szyć. Jak się okazuje nawet w czasach kiedy podobno wszystko można kopić takie umiejętności też się przydają.






Sweter jest bardzo miły w dotyku i świetnie układa się do ciała.

Jak widać doskonale pasuje do spódnicy jak i spodni.

Robiłam go "na czuja" :-) ale całkiem dobrze wyszedł.
Jedyne co może bym zmieniła to szerokość rękawów przy nadgarstkach.

Ale to już następnym razem ;-)




Podsumowując jestem bardzo zadowolona z efektu no i z tego ze "ogarnęłam swojego lenia" :-) i zabrałam się do roboty.

A Wy co na ten temat sadzicie?
Podoba Wam się takie rozwiązanie?


piątek, 17 lutego 2017

Lata 20-ste, lata 30-ste...

Tak trochę przekornie ten tytuł, bo "sweterkowa" sukienka raczej nie cieszyłaby się wielkim powodzeniem w latach 20-tych, ale krój zdecydowanie przypomina ten okres.
To kolejna moja propozycja na wiosenne czarowanie.
Sukienka jest bardzo wygodna. Góra z delikatnej dzianiny ładnie układa się do ciała i sięga do połowy bioder. Dolna część na zasadzie kontrastu jest bardzo delikatna i zwiewna.
To właśnie ten krój skojarzył mi się z wymienionym w tytule okresem.
Ja odrobinę "podniosłam" ten dół delikatnym paskiem.
Wysokie za kolano buty doskonale prezentują się z całością.





Sukienka - Sinsay
buty - Deichman
płaszcz - Vero moda
torebka - Parfois

poniedziałek, 13 lutego 2017

Zaklinanie wiosny

Ostatni weekend przywrócił mi nadzieje, że wiosna jednak do nas przyjdzie.
Śliczny, słoneczny dzień nakłonił mnie do bardziej wiosennej stylizacji, ale obawiam się, że wystraszyłam tym wiosnę :-)
Mam tylko nadzieje, że Was nie wystraszę ;-)
Oto moja propozycja na cieplejsze dni.





                              dzianinowa "mała czarna"- Sinsay
                              bezrękawnik z czarnego futerka- NN
                              długie, dzianinowe rękawiczki- lokalny butik 
                              wysokie kozaki do połowy kolana- H&M

czwartek, 9 lutego 2017

Kobiecość walczy z mrozami

Jak już pisałam wielokrotnie uwielbiam kobiece stylizacje i chociaż zdarza mi się niejednokrotnie wyglądać jak chłopczyca, chętnie wracam do sukienek, spódniczek.
Zima nie zachęca do tego typu strojów i to jest kolejny powód dlaczego jej nie lubię.
Chętnie wskakujemy w spodnie i swetry, które zapewniają nam wygodę i ciepełko.
Tym razem chcę Wam zaprezentować strój, wygodny, kobiecy a jednocześnie zapewniający ciepło .




Wysokie buty, sięgające połowy kolana doskonale chronią nasze nogi przed mrozami. 
Spódnica z ekologicznej skóry, sięgająca do kolan tez ochrania przed wiatrem. Kobiecości dodaje rozcięcie na lewej nodze ozdobnie zasznurowane. Spódnica jest wymodelowana do ciała z wysokim stanem.
Sweterek jest dość cienki dlatego pod płaszcz założyłam bezrękawnik z czarnego futerka, którego kołnierz wyłożyłam na płaszcz.
                                      płaszcz - Vero moda
                                      bezrękawnik - nn - sklepu już został zamkniety
                                      sweterek -  podobna sytuacja
                                       spódnica - Mohito
                                       buty - H&M

wtorek, 7 lutego 2017

Sweterkowa kobiecość



Zima w najlepsze szachuje nas mrozem. "Swetrzyska" w akcji i tak naprawdę końca nie widać.
Nie wiem jak Wy ale ja tęsknię do letnich stylizacji. Przewiewnych sukienek podkreślających kobiecość.
Oto moja propozycja na pogodzenie mrozów z kobiecością:













Ta kobiecość to oczywiście sweter z Mohito. Bardzo cieplutki.
Do tego mini spódniczka, ciepłe rajstopy i bardzo kobiece, wysokie buty.
Jedynym dodatkiem jest choker.
Ten zestaw bez najmniejszej wątpliwości jest cieplutki i nadaje sie na taka pogodę jak teraz.







 A co z kobiecością?

No jeżeli przód Was nie przekonał to tył.......
na 100 %

Sweter ma z tyłu bajeczny, głęboko wcięty dekolt.
To, że sweter nie spada zbytnio z ramion  zawdzięcza delikatnemu łańcuszkowi( widoczny na ostatnim zdjęciu), który ogranicza rozchodzenie się brzegów.

Buty za to jak widać mają atrakcyjne sznurowania, które też dodają uroku.







                                                Sweter- Mohito
                                                Buty- Deichmann
                                                Spódniczka- New Yorker
                                                Choker-  SIX Store
                                                Torebka- Mohito

poniedziałek, 6 lutego 2017

Uzależnienie "siątki"

Zaciekawiło? :-)
No myślę.... :-)
Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała tego z przekorą i humorem. 
Otóż nie będzie to spowiedź alkoholiczki, narkomani czy palaczki...
Co do uzależnień w negatywnym tego słowa znaczeniu, to mogę sobie przypisać jedno...
Za to fatalne- obgryzanie paznokci. Oczywiście dawno temu ale fakt było. Walczyłam z nim dzielnie i się udało.
Teraz odkryłam w sobie uzależnienie od..... siłowni.
Tak, tak to też jak widać może uzależnić.
Jakiś czas temu pisałam jak zaczęła się moja "przygoda" z siłownia i nawet w najśmielszych snach nie sadziłam, że tak to pokocham.
Pisze o tym, bo jestem pewna, że wielu z Was siłownia nie najlepiej się kojarzy, a ja chce, żebyście inaczej na to spojrzeli.
Zwłaszcza dziewczyny z "siątką" na karku.
Od jakiegoś czasu siłownia zrobiła się niesłychanie modna wśród młodzieży. Co krok widać zdjecia dziewczyn, chłopaków z ekstremalnie pięknie umięśnionym ciałem.
Oczywiście w ich wieku to o wiele łatwiejsze. Nasze ciałka swoje przeszły :-) a i czasu zbyt wiele nie mamy.
Początkowa chęć "poruszania się" i poprawy kondycji po kilku tygodniach nieśmiało przerodziła się w pragnienie posiadania super figury, a już w okolicy nowego roku "wybuchła" na całego.
Postanowienie noworoczne już było tego efektem.
Nie wiem czy tak by się stało gdyby nie mój kolega, któremu chciałam coś udowodnić i za co mu teraz bardzo dziękuję.
Nie będę też okłamywać, że super mi szło od początku. Początki były straszne. Mój totalny brak kondycji powodował, że byłam pewna, że umrę na tej siłowni.
Okazuje się jednak, że to wcale nie tak łatwo umrzeć na siłowni :-)
Co nie oznacza, że teraz jestem "superwoman", ale jest zdecydowanie lepiej.
Pomyślałam sobie, że może warto przekonać "siątki" żeby pokazały, że też mogą....
Nie miałam świadomości, że to może sprawić tyle frajdy, a ból mięśni po treningu może być taki uzależniający.
Kiedyś miałam tysiące wymówek, dlaczego nie mogę ćwiczyć. To brak czasu, to nie mogę bo mam chore kolano itp itd.
Wielka ściema!!!!!!!!!!!!!!
Staram się wybierać ćwiczenia tak, aby jak najmniej obciążać kolano, a jednocześnie je wzmocnić.
I wiecie co? Okazało się, że nic mu się nie dzieje i nawet przestało mnie boleć przy zmianach pogody.
Brak czasu? To też do końca nie jest prawda. Można go znaleźć, to tylko nasz wewnętrzny leń go nam zabiera :-)
Faktycznie nie jestem bardzo często na siłowni ( zwykle 2 razy w tygodniu), ale już się zastanawiam jak wygospodarować więcej czasu.
Dlatego "siatki"- do dzieła!!! Pokażmy, że my też możemy.
Będę co jakiś czas relacjonować jak mi idzie I mam nadzieje, że Wy też się skusicie.
Oto kilka zdjęć, żeby pokazać jak się zmieniłam.









Ćwiczę od połowy października, a tak na prawdę od listopada, bo po pierwszym tygodniu ćwiczeń wróciłam do domu i nie mogłam się "zebrać" by znaleźć siłownię.
Jak widać schudłam sporo i bardzo powoli ale zaczynają uwydatniać się mięśnie.
Chociaż z tym schudnięciem, to tak nie do końca.
Owszem rozmiary ubrań poszły w dół, ale waga wzrosła :-)
To tak informacyjnie dla tych o słabych nerwach, którzy zaczną trenować :-)
Nie mówię, że to jest ideał sylwetki, ale widać rezultaty i to mnie cieszy. Mam nadzieje, że do lata będę mogła się pochwalić ładnymi mięśniami.
Więcej zdjęć i filmiki będziecie mogli zobaczyć na instagramie.

" You can dream it you can do it"
No to sprawdźmy czy tak jest. Kto sprawdza ze mną? :-)



wtorek, 10 stycznia 2017

Postanowienie noworoczne nr 1- jak to robi "siątka"

Jak to mój kolega stwierdził:
postanowienia robimy po to by ich nie spełniać :-)
No więc albo ja jestem jakaś dziwna, albo dziwni są ludzie, którzy robią postanowienia by ich nie realizować.
Jak już poprzednio pisałam pierwszy raz zrobiłam postanowienia noworoczne i jak najbardziej mam zamiar je spełnić. A że zwykle jestem niecierpliwa na realizacje pierwszego nie czekałam zbyt długo.
Na pierwszy ogień poszedł tatuaż.
No i tu zaczęły się schody :-)
Okazało się bowiem, że to nie jest takie proste jakby się wydawało.
Niby wiedziałam co chcę i jak ale..... polecony tatuażysta zaproponował mi termin na czerwiec.
Ponieważ  decydowałam się na tatuaż jakieś jedyne 25 lat to okres wyczekiwania na wizytę w postaci 6-ciu miesięcy mnie zabił.
Kategoryczne nie, które urosło we mnie na samą myśl czekania zmusiło mnie do poszukania innego miejsca. Powiem szczerze nie było to łatwe. Osoby mi polecone, albo miały szaleńczo odległe terminy, albo po prostu nie można się było z Nimi skontaktować, co w moich oczach już nieco traciły. Z drugiej jednak strony obawa, że będę miała jakiś bohomaz na całe życie kazała mi być ostrożną. I tak szukając, pytając, oglądając trafiłam tutaj......



Już sama rozmowa telefoniczna, bardzo mnie przekonała. Zarezerwowano mi termin, ale kazano mi przyjechać aby uzgodnić detale, gdyż telefonicznie, ani mailowo tego nie robią.
Jeszcze tego samego dnia ogromnie podekscytowana trafiłam do studia.
Jak pisałam wcześniej wiedziałam co chce i jak to ma mniej, więcej wyglądać. Mniej, więcej bo jako "dziewica" w tym temacie nie miałam bladego pojęcia czy to co sobie wymarzyłam będzie możliwe do realizacji. Moim marzeniem był napis na przedramieniu. Miałam wybrany tekst i mniej więcej czcionkę jaką miał być wykonany. Wiedziałam też, że chce żeby napis był w jednej linii.
Pani pomogła mi dobrać czcionkę, która będzie mi się podobać a jednocześnie zapewni aby pozostałe warunki mogły być spełnione. I tak po mniej, więcej 40-stu minutach wyszłam ze studia zadowolona z potwierdzonym terminem.

I tak wczoraj nadszedł ten dzień...
Pełna obaw, ale jednocześnie bardzo podekscytowana ( ekscytacja jak i niecierpliwość towarzyszyła mi od momentu rezerwacji terminu) wkroczyłam do studia.
Pani Agnieszka po przygotowaniu stanowiska, przekalkowaniu napisu na przedramię i po mojej akceptacji zabrała się do dzieła :-)

W tym miejscu chcę zapewnić wszystkich niezdecydowanych i tych co po prostu z ciekawości pytają, że wykonanie nie bolało mnie nic a nic.
Oczywiście, że sama też miałam takie obawy, ale jak się okazało niesłusznie.
Tyle się nasłuchałam jak to boli, zwłaszcza jak tatuaż jest na kości. 
Mój jest na kości i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że zupełnie niepotrzebnie mnie straszono.
A tak oto wygląda moje noworoczne postanowienie:





Jestem szczęśliwa nie tylko dlatego, że ten tatuaż bardzo mi się podoba, ale i dlatego, że po tylu latach odważyłam się zrobić coś dla siebie. Nie zwracając uwagi na to co ludzie powiedzą. A jak się zapewne domyślacie już mówią...
Jak to powiedziała B. Bardot "Łat­wiej ob­ro­nić swoją cnotę przed mężczyz­na­mi, niż swoją opi­nię przed kobietami", więc nie warto się przejmować. :-)
Tak naprawdę tylko od nas zależy, czy będziemy w życiu szczęśliwi czy pozwolimy aby inni układali nam życie pod siebie. Mnie jak widać trochę czasu zajęło żeby to zrozumieć.

Wniosek:
można jednak spełniać postanowienia noworoczne. Zależy to tylko od nas.
Polecam to wielka frajda.

A jak Wam idzie z postanowieniami?